Recenzje

Kraków zawsze był ostoją klimatycznego metalu i taką też muzykę gra pochodzący z tego miasta zespół DEFECTOR, który niedawno zmienił nazwę na IN COMA i pracuje nad pełnowymiarowym debiutem. Tymczasem zajawka przyszłego materiału w postaci "Forsaken" zawiera pięć wyjątkowo udanych, ładnych kompozycji z pogranicza doom/gothic, gatunkowo i wokalnie bliskich późniejszym dokonaniom MOONSPELL, ANATHEMA, TIAMAT, TYPE O`NEGATIVE. Muzyka krakowian jest mocno umelodyjniona i tym samym wpadająca w ucho, na zmianę spokojna i drapieżna, a przede wszystkim uduchowiona. Zapewne wyraża wiele różnorodnych uczuć i stanów emocjonalnych (strach, marzenia senne). Grupa umiejętnie wywarza harmonię gitary rytmicznej z prowadzącą i posuwa się znacznie dalej. Potrafi potęgować napięcie, zahaczając nawet o teatralną dramaturgię, (zresztą jeden z utworów to "The Theatre"). Ten ostatni element dotyczy zwłaszcza urozmaiconych wokali Olafa, który śpiewa czysto lub growluje. Dobrze się stało, iż w DEFECTOR znalazł się chłopak, który dysponuje mocnym głosem o ciekawej barwie, a nie zawodząca panienka, co w kontekście preferowanego stylu byłoby najprostszym rozwiązaniem. Wielobarwności "Forsaken", dodają jeszcze klawisze. Jest ich na tyle dużo, że chwilami muzyka kapeli jest bardziej elektroniczna niż typowo metalowa (vide "Digits And Flash", fragment "Painting My Horrors"). Brzmienie i wykonanie bez zarzutu; materiał DEFECTOR jest równy i interesujący w całości. Zespół powinien mieć zwolenników zarówno wśród gotchów jak i metalowców. Ps. Odsyłam do wywiadu z IN COMA...

Ocena:5
Źródło:Atmospheric Zine




Na początek małe sprostowanie - recenzowane tutaj demo 'Forsaken' zostało nagrane jeszcze pod starą nazwą zespołu Defector. Pod koniec maja 2003 zespół przeistoczył się w In Coma i pod taką nazwą go teraz szukajcie. Ale faktem jest, że 'Forsaken' które do mnie dotarło to 5 kawałków klimatycznego metalu bardzo, ale to bardzo przypominającego ostatnie dokonania Moonspell. Wokal Olafa jest w niektórych miejscach prawie identyczny z Fernandem. Z tym, że Defector używa dużo więcej klawiszy. To oczywiście wcale źle im nie robi, a sam Olaf urozmaica swe partie jak może - przechodzi w zupełnie czysty śpiew i growl. Materiału słucha się bardzo przyjemnie i muszę przyznać, że jak dla mnie to 'Forsaken' to bardzo dobre demo rokujące wyśmienicie na przyszłość, bo jeżeli pozbędą się, albo przynajmniej zmniejszą te moonspellowskie naleciałości, to znajdą swój własny, tak bardzo pożądany styl. Na to właśnie czekam męcząc wciąż i wciąż 'Forsaken' w moim odtwarzaczu.

autor: Aruzz
ocena: 8/10

Źródło: Nocturnal Battle Of Chariots






Wiem, wiem...pewnie niektórzy patrzą na okładkę obok, i mówią po cichu, że coś nam się pojebało, iż to nie ten zespół hehe...a jednak. Osiedlowy Defector, wykonujący wesołą, przepełnioną coverami muzyczkę dla kumpli przerodził się w klimatycznego Defectora, którego to działalność kontynuowana jest dziś pod szyldem InComa. "Forsaken" nagrany został co prawda pod pierwotną nazwą, promowany jest już teraz jako InComa...wedle życzenia zespołu, i my spełniamy tą drobną zachciankę, nie sprzeciwiamy się... Pięć numerów z "Forsaken" to (jak bio-infos niesie) partia pochodząca z pełnowymiarowego stuffu InComa, który z tego co mi wiadomo nie ukazał się jak dotąd i w obrębie jego ewentualnej premiery cisza jest ewidentna. Słucham tego materiału, słucham, słucham i po tych ponad 25 minutach słuchania InComy człowiek czuje się bardziej śpiący niż małe bobo zjebane tanią bajką. Smutna to muzyka, miejscami flegmatycznie posuwająca się do przodu, z dość oklepanymi, przewidywalnymi patentami aranżowymi... no właśnie, hm... ciężko mówić tutaj o explozji pomysłów, bo jak o nich mówić, skoro wszystko to co jest w muzie InComa zrobił już kiedyś lepiej choćby TOT, pewnie i Moonspell (tu wokale!) oraz kilka innych spokrewnionych muzycznie do takowych bandów z nurtu klimatycznego gothic/doom metalu, tak z zagranicy jak i z kraju. Zdecydowanie opowiadam się za kolejnym sięgnięciem do studni, z której to inspiracyjnej wody czerpała co sił starczyło InComa, niż słuchać "Forsaken". Muzyka muzyką, nie jest przyciągająca, ani bardzo ciekawa, jednak posłuchać można i uszanować, że kolesie coś tam sie starali zrobić, ale kurwa te wokale - o których wspomniałem wcześniej... miłosne, niczym wylewanie morza łez po stracie jakiej goth-gruszki wywołują skwaszony rysunek na twarzy... a krzyczeć też człek za microfonem potrafi, tylko czemu tak rzadko sie to zdarza? Plusem tej promo-płytki jest na pewno brzmienie - bardzo czytelne. Muzyka raczej adresowana dla młodocianych, zainteresowanych i poznających obszary melancholic metalu. Ja dziękuje, życie i tak szaro nastraja, więc niech choć muzyka szczęścia człowiekowi dodaje, a nie dołuje... Zastanawiające jest ile powstanie jeszcze takich gothic metalowych zespołów, kopiującaych 'sprawnie', z uporem maniaka innych? Nie wiem, ale wolę się nad tym nie głowić...


Autor: Tomash
Ocena: 5/10

Źródło: Masterful Megazine



Kapela jeszcze do niedawna nazywała się Defector. Dosłownie na dniach (bo pod koniec maja 2003 roku) zmieniła nazwę na IN COMA. Materiał Forsaken został jednak nagrany jeszcze pod szyldem Defector na początku 2002 roku. Kapela nie jest młoda stażem, bo istnieje od 1997 roku (obecny skład skrystalizował się w 2000 roku), a jednak mimo drugiego już materiału promocyjnego (poprzednim był Visions Of Serenity) - jak to u nas bywa – wciąż czeka na swojego księcia z bajki, czyli łaskawego wydawcę. Digits And Flesh: fajne intro, zupełnie niemetalowe, które sugeruje raczej wycieczkę w techno klimaty. Po tym mylącym początku następuje kapitalny motyw klawiszy, który wprowadza w numer Growing Cold – jak dla mnie chyba najciekawszy na płycie. Mocno w Moonspellowym klimacie, szczególnie ze względu na wokal, ale klawisze też robią swoje (zresztą ich partie decydują według mnie o brzmieniu tego kawałka). Jest fajnie, trochę czystego wokalu, trochę growlingu, świetnie brzmiące gitary.
Następny na krążku The Theatre niewiele zmienia w wizerunku Defectora – klimat pozostaje ten sam, czyli okolice wokół Moonspella plus jakieś przebitki (jeśli jesteśmy już przy tej grupie) Daemonarch, chociaż to raczej na zasadzie ciągu skojarzeń. W każdym razie wyraźnie uwidacznia się przepis Defectora na utwory: klawisze podają motywy plus robią tło, gitarki wespół z elektroniką mieszają w sferze melodyki, sekcja trzyma to wszystko w ryzach, a wokal – raz czysty, innym razem blackowy – świetnie dopełnia całości.
Visions Of Serenity (Even Snow Dies) to w dalszym ciągu klawiszowo-gitarowe klimaty (polecam patent w okolicach trzeciej i pół minuty!) z przewagą chyba jednak tych pierwszych. I muszę przyznać, że powoli zaczyna mnie drażnić to, że właśnie elektronika dominuje na Forsaken... Nie to, żebym miał coś do klawiszy, po prostu wolę typowo gitarowe granie. Ale generalnie jest w porządku, szczególnie kiedy gdzieś w połowie tego numeru na polu bitwy zostają na moment tylko dźwięki pianina (pewnie z klawiszy i tak...), a całość rozwija się w kierunku Anathemy albo może My Dying Bride. Fajne.
Ostatni na płytce kawałek, Painting My Horrors, otwierają dźwięki, które prędzej można usłyszeć we muzyce bardziej tanecznej. Na ich tle recytuje głos, ale na szczęście zaraz odzywają się gitary i wszystko wraca na swoje miejsce. Ten numer kojarzy mi się jakoś z naszym polskim, swojskim Domain – chociaż klawisze mocno tu rządzą - a wokalnie... cholera, już wiem kogo przypomina mi wokalista (obok głosu Moonspella) – niejakiego Wolverine'a z warszawskiego Neolithica! Sorry Olafie, jeśli Cię to ubodło :-) Ale nic nie poradzę, że mam takie skojarzenie...
Kilka słów podsumowania: bardzo mi się podoba Forsaken. Naprawdę. Mam tylko małe „ale”. Chodzi rzecz jasna o klawisze. Wydaje mi się, że jednak jest ich w muzyce Defectora (teraz już In Comy) zdecydowanie za dużo. Bo klimat klimatem, ale jednak... więcej czadu, mniej romantyzmu – chciałoby się powiedzieć. Zarówno do wokalisty, jak i instrumentalistów trudno się o cokolwiek przyczepić, a ponieważ nigdy nie chce mi się bawić w wyłapywanie jakichś potknięć rytmicznych czy nutowych, więc spokojnie mogę stwierdzić, że to muzycy z prawdziwego zdarzenia. No i jeszcze plus za niezłą okładkę. Ale cicho, jest zajebiście. Chciałbym, żeby jakaś firma się za nich wzięła i porządnie wypromowała, bo muzyka Defectora (In Comy) jest na wysokim poziomie.



Autor:YM

Źródło:Metal Centre



© 2003 In Coma